Archiwum
stat4u
Miasto Wyszków i okolice, przyroda, fotografie, różności.
Kategorie: Wszystkie | FOTO | Miasto | Przyroda | Różności
RSS
sobota, 30 czerwca 2007

 

Projekt Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Wyszków jest dokumentem wartym czytania.  Zainteresowani Wyszkowem mogą tam odkryć wiele informacji niedostępnych gdzie indziej. 

Studium podało do publicznej wiadomości informację o promocyjnych kompleksach leśnych „Lasy Warszawskie”. (w tym blogu pisałem już o tym).Teraz, w rozdziale 1.6.3. Dziedzictwo kulturowe chronione prawem na str. 31 znalazłem wykaz najcenniejszych zasobów kultury wpisanych do rejestru konserwatora zabytków. Są tu podane obiekty w Halinie, Kamieńczyku, Olszance i oczywiście w Wyszkowie.  

Jest także inna kategoria: Obiekty w ewidencji konserwatora zabytków. W opracowaniu wyspecyfikowane są obiekty w Deskurowie, Drogoszewie, Gulczewie, Kamieńczyku, Kręgach Nowych, Leszczydole Podwoelątki, Leszczydole Pustki, Leszczydole Starym, Łosinnie, Olszance, Sitnie, Ślubowie i Wyszkowie. Zakres ochrony, obiektów znajdujących się w obu wykazach, z pewnością się różnią. 

Ustawa z dnia 15 lutego 1962 r. o ochronie dóbr kultury( Dz.U. 1962 Nr 10 poz. 48) określa, że:

1. Wojewódzki konserwator zabytków prowadzi rejestr zabytków znajdujących się na terenie województwa.

2. Wójtowie lub burmistrzowie (prezydenci miast) są zobowiązani do prowadzenia ewidencji dóbr kultury nie wpisanych do rejestru zabytków, a znajdujących się na terenie ich działania.( Rejestr zabytków Art. 13.) 

Przyjrzałem się wykazowi obiektów w Wyszkowie.  Mam nadzieję, że burmistrz wyjaśni przyczynę tak drastycznych różnic między podanymi niżej obiektami zapisami w „ewidencji konserwatora zabytków” a ich stanem „w naturze” co pokazują wykonane w tym tygodniu zdjęcia.

Oczywiście wiele budynków istnieje i ma się dobrze ale wiele gdzieś zniknęło, mimo że pozostają w ewidencji.  Ciekawe jak to się stało? Mam nadzieję, że to się wyjaśni. 

A przy okazji. Art.19 ustawy o ochronie dóbr kultury mówi: „Starosta ma prawo umieszczać na zabytkach nieruchomych odpowiednie znaki lub napisy.” 

Może starosta zrealizuje tu swoje prawo?

Wiesław Czapski 

Szkoła, ul 11 Listopada - budynek murowany z 1938 r.

 

ul. Pułtuska dom nr 15 - budynek murowany z początku XX w.  

To chyba nie jest ten dom. Brak numeru - kiedyś zwanego policyjnym.

Nowe budynki posiadają numerację wskazującą, że to było "gdzieś tu".

 

ul.Pułtuska 18 - budynek murowany z początku XX w.

 

ul. Pułtuska dom nr 53 - budynek murowany z 1904 - 1907 r.

 

ul. Daszyńskiego dom nr 1 - budynek murowany z ok. 1917 r.

Ten bydynek jest najbardziej znanym budynkiem w Polsce północno - wschodniej!

 

ul. Daszyńskiego nr 23 - budynek drewniano - murowany z ok. 1917 r.

Ten budynek chyba stał w tym miejscu? Numeracja sąsiednich wskazuje na to.

 

ul. 1 Maja nr 5 - budynek murowany z 1942 r.

 

ul. 1 Maja nr 23 - budynek murowany z 1903 r.

To jest ostatni numer budynku po tej stronie ulicy. Czyżby pomieszano numerację, a może już ten budynek "wycięto".

ul.Okrzei nr 79 - budynek murowany z 1908 r.

A gdzie ten z 1908 r.?

 

ul. Okrzei nr 91 - budynek murowany z początku XX w.

 To jest chyba "późny Gierek"?

 

ul. Zakolejowa nr 1 - budynek murowany z 1925 r.

Najbliżej wiaduktu stoi nowy budynek nr 3a. Potem niżej pokazany nr 3. Gdzie jest nr 1?

 

ul. Zakolejowa nr 3 - budynek drewniany z początku XX w.

 

ul. Zakolejowa nr 5 - budynek murowany z 1928 r.

Jeszcze kilka lat temu stał tutaj ten budynek

ul. I Armii Wojska Polskiego 54 - zespół zabudowy murowanej z końca XIX w.

 

ul. Pułtuska nr 57 piekarnia - budynek drewniany z początku XX w.

Gdzie to jest? W pobliżu, na ul. Okrzei jest nieczynna piekarnia ale to nie jest budynek drewniany.

Wyszkowianie ! Chętnie dowiem się czegoś o tym obiekcie. Mieszkam tu dopiero 33 lata.

Ostatnim w wykazie  Studium... jest Kirkut - cmentarz żydowski z XIX w. Ale o nim kiedy indziej.

Wiesław Czapski

10:53, wieslawcz , Miasto
Link Komentarze (16) »
wtorek, 26 czerwca 2007

 

!5czerwca wybrałem się nad rzekę w Turzynie. Tam właśnie koncentrują się prace nad najtrudniejszym chyba fragmentem budowy. Nie tylko trzeba wykonać podpory na których ułożona zostanie przęsła mostu, ale i zamontować urządzenia technologiczne przy pomocy których te przęsła będą ułożone. 

Przy okazji odkryłem, że Bug jest jednak rzeką przydatną do żeglugi. Jakoś ten sprzęt pływający dopłynął w rejon mostu a nawet udało się nim dostarczyć materiał do regulacji brzegów. Nie jest więc tak, jak twierdzą zwolennicy „betonowania” rzeki, że „po Bugu to nawet kajakiem nie można pływać”.

Wieław Czapski

 

 Droga dojazdowa z kierunku Białystok.

Nasyp w kierunku mostu.

15:43, wieslawcz , FOTO
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 czerwca 2007

 

Wczoraj, niespodziewanie, mogłem wybrać się na spotkanie z premierem Gosiewskim. Niespodziewanie, bo nie odbyło się ważne badanie kardiologiczne mojego ciała. 

W WOK Hutnik w Wyszkowie zebrało się sporo obywateli chcących posłuchać „na żywo” wicepremiera. Przy tej okazji postanowiłem także wypróbować aparat fotograficzny przy pracy w takich warunkach. Jak widać na załączonych zdjęciach popełniłem poważny błąd. Wiem jaki. Tego samego dnia wieczorem, w podobnych warunkach, zdjęcia były już bardziej udane. 

Spotkanie zapowiadało się ciekawie, ja jednak dotrwałem tylko do końca wystąpienia naszego gościa. Trudno wysiedzieć na prelekcji gdy autor opowiada o niemieckich zamiarach dominowania nad Polską i że trzeba to „pierwiastkiem”, bo się lepiej blokuje i że jak pielęgniarki i lekarze chcą tyle co w Niemczech – to jeszcze długo potrwa, bo oni mają lepiej. Że jesteśmy potęgą bo PIS załatwił 7% wzrost gospodarczy i że to PIS załatwił obwodnicę czy 2 nitkę do Wyszkowa. 

Moja wytrzymałość skończyła się, jak usłyszałem gromkie oklaski sali gdy padło stwierdzenie, że komuniści się nachapali a ci politycy co nie udowodnią pochodzenia swojego majątku będą musieli go oddać.  

Myślałem, że śnię. Już kiedyś odbierano „Białym” pamieszczikom wszystko. Nie śnię! Wyczytałem dzisiaj w „Gazecie” w wywiadzie z Leszkiem Balcerowiczem jego opinię „Ta ekipa to prawicowi marksiści albo antykomunistyczni komuniści. W tym sensie, że liczy się głównie władza polityczna.” 

Jak słyszałem, po dyskusji zdominowanej sprawą strajku lekarzy i pielęgniarek nasz gość odjechał niemieckim BMW. Bo polskim ostatnim samochodem była poczciwa Syrena.

 Naprawdę potrzebna jest walka. Walka o Polskę a nie o puste hasła. 

Wieczorem dalej fotografowałem „wianki” – tym razem dobrze ustawionym - japońskim aparatem. Japońskim bo ostatnim polskim był Start.

Wiesław Czapski 

 

  
  
  
 

15:43, wieslawcz , FOTO
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 czerwca 2007

 

Jak podaje Nowy Wyszkowiak  z dnia 5 czerwca 2007 r. radni jednogłośnie nie wyrazili zgody na sprzedaż w trybie przetargu działki o powierzchni 1,6 ha położonej przy ul. 3 Maja, na nadbużańskiej skarpie, obok pałacu Skarżyńskich. 

Brawo Radni! 

Może nareszcie uda się, przed sprzedaniem działek uzyskać od inwestorów informację, co mają zamiar tam wybudować a może nawet postawić warunki zagospodarowania takiej działki. 

To są te działki, z takimi widokami - na rzekę i  przyszłość. 

 

Czy na pewno „Gmina dobrze gospodaruje nieruchomościami”?

Burmistrz, w Nowym Wyszkowiaku w lutym 2006 – w odpowiedzi na mój list „Nierozważna sprzedaż” – stwierdza, że „Pomysł budowy skansenu nad Bugiem jest bardzo dobry, ale nie na działkach za kilka milionów złotych”. Nieco wcześniej informuje, że działania Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków o ustanowienie strefy ochronnej od granic pałacu znacznie utrudni zagospodarowanie działek, oraz ze „prawie połowa ich powierzchni, ze względu na bliskość skarpy nie nadaje się do zabudowy. Nie będzie więc można wydzielić drobnych działeczek pod ścisłą zabudowę”. Wynika z tego, że – jeżeli wierzyć słowu pisanemu – zainteresowanie burmistrza ogranicza się do tego, czego na działce ON nie mógłby zrobić.

Jak dzisiaj widać na sprzedanej działce nowi właściciele zwiększają powierzchnię pod zabudowę wwożąc tam wiele ziemi. Po takim manewrze – niemożliwe wg burmistrza – „wydzielenie drobnych działeczek pod ścisłą zabudowę” także pewnie będzie możliwe. Kupując te rolnicze działki, wyszkowscy biznesmeni przewidzieli – na własne ryzyko -  ich „przekwalifikowanie na grunt budowlany”. Może jednak się przeliczyli. Decyzję podejmują przecież także radni.

 

Na tej samej sesji radni pytają czy legalne jest wywożenie ziemi na sprzedaną działkę. Czy jest legalne ocenią pewnie „prawnicy” ale zacytuję tu fragment ze „Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Wyszków”.

 W granicach miasta skarpa ulega częściowej degradacji na skutek wprowadzania zabudowy na stoki i w rejon korony skarpy, dewastacją roślinności, zaśmiecanie (głównie u jej podnóża), liczne nieuporządkowane rozcięcia. Jako podstawowe kierunki ochrony skarpy wskazuje się ochronę przed:

-     zmianą konfiguracji,

-         degradacją roślinności utrwalającą skarpę,

-         zainwestowaniem i tworzeniem nowych rozcięć.”

 Ponownie zacytuję burmistrza. „Pomysł budowy skansenu nad Bugiem jest bardzo dobry, ale nie na działkach za kilka milionów złotych”. Może jednak ten pomysł nie jest tak całkiem głupi. Zważywszy, że w ważnym dokumencie, jakim jest Studium... podaje się wyżej cytowany sposób koniecznych ograniczeń gospodarowania na skarpie. Może więc jedynym sposobem jej zagospodarowania powinien być przysłowiowy skansen bo przecież chodzi tu o cały kompleks infrastruktury turystycznej z kempingiem i przystanią.

Jest to jak na razie jedyny pomysł znany mieszkańcom Wyszkowa. Inne pomysły znajdują się w głowach wyznawców „świętego prawa własności”. Wydaje się im, że w momencie jak kupią działkę od właściciela, czyli wszystkich mieszkańców Wyszkowa reprezentowanych przez burmistrza to będą na niej mogli robić co zechcą. Mam nadzieję, że radni w myśl dobrze pojętej roli właściciela, zrobią to co zrobić powinni właściciele. Spowodują, że działka będzie dobrze służyć wyszkowianom.  

Wiesław Czapski

08:46, wieslawcz , Miasto
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 czerwca 2007

 

Na budowie obwodnicy Wyszkowa można zauważyć przemieszczenia ogromnych ilości „mas ziemnych” profilujących jej kształt. W pobliżu węzłów Lucynów i Skuszew widać „mrówczą” pracę ciężkiego sprzętu budowlanego.

 Przypominam sobie, jak na znaczkach pocztowych Jugosławii - tuż po wojnie - przedstawiano budowę autostrad w tamtym rejonie. Pchane ręcznie małe wagoniki – wywrotki, tłumy „junaków” z łopatami, kilofami....i, powstały autostrady.  

Kilka zdjęć wykonanych na początku czerwca pokazuje, jakie widoki będą mieli pędzący obwodnicą ludzie. Kierowcy będą mogli podziwiać widoki jak na jednym ze zdjęć. Bociany, mam nadzieję, nie stracą swoich żerowisk. Może i łoś nie przestraszy się pędzących, a żurawie w tym miejscu dalej będzie można oglądać. 

 Usypane są ogromne hałdy tłucznia przeznaczonego do bezpośredniej konstrukcji jezdni. Świadczy to, że już niedługo zacznie się wożenie „śmierdzących” asfaltów, a potem to już „uroczyste otwarcie”. Za rok i kawałek.

 

 

środa, 06 czerwca 2007

 

O Kamieńczyku można wiele przeczytać na stronach internetowych.

Zapraszam do zerknięcia w stare zakątki, ważnego kiedyś miasta nad Bugiem - Kamieńska.

  

  

21:57, wieslawcz , FOTO
Link Komentarze (5) »
niedziela, 03 czerwca 2007

 

Sporo przykrych uwag o naszym mieście można znaleźć na łamach lokalnej prasy. Mieszkańcy zwracają uwagę na utrudnienia związane z „życiem w mieście”. Czy jedynym tego powodem – jak niektórzy uważają – jest brak realizacji „zaleceń” Janusza Korwin Mikke.

 Ostatnio zajrzałem do swojego SIMPowskiego „archiwum”.  

Z okazji Nadzwyczajnego Walnego Zjazdu Delegatów Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Mechaników Polskich wydano Numer Specjalny „Mechanika” datowany 6-7.12.1980.  

Wśród wielu zamieszczonych w „Mechaniku” - ważnych na tamten czas - artykułów znajdował się też „Referat wygłoszony na obchodzie inauguracji roku naukowego 1925/26 na Politechnice Lwowskiej”. Referat „Drogi ku lepszej przyszłości” prof. E.T. Geisler zaczyna w ten sposób: „Postawą dobrobytu państwa jest sprawność gospodarcza obywateli, czyli wysoka jakościowo i ilościowo wartość dóbr wytworzonych przy możliwie niskich kosztach własnych wytworu. Aby zmniejszyć w danych warunkach gospodarczych koszty wytwórcze, trzeba posiadać współczesne urządzenia i metody fabrykacyjne oraz racjonalną organizację pracy.”  

W gruncie rzeczy artykuł jest o dociekaniu przyczyn złego stanu Polski w tych latach. Przyczynę widzi autor w złej organizacji pracy, a poprawę stanu gospodarki w powszechnym stosowaniu metod dobrej organizacji pracy. Podaje wiele przykładów stanu Polski, analizuje przyczyny i podaje propozycje naprawy. Wiele opisanych sytuacji idealnie „pasuje” i do dzisiejszych czasów. Na szczęście te najbardziej „kąśliwe” przykłady mamy już za sobą. „Solidarność” i zmiany gospodarcze po 1989 r. spowodowały, że np. niektóre cytowane tu opisy nie są już aktualne: „Powszechne są dziś narzekania na złe czasy, ogólna troska o finansowe, ekonomiczne, a co zatem idzie – i o polityczne położenie odrodzonej Ojczyzny.(...) Mówią nam – że przyczyną wszelkich trudności jest nasz ujemny bilans handlowy. (...) Jako jedyny środek wskazują nam ograniczenie naszych potrzeb. Powstają ligi – które nam każą wstydzić się, że jadamy pomarańcze lub winogrona, że wolimy nosić jedwab, niż bawełnę, które dowodzą, że zbrodnią jest sama myśl o wyjeździe zagranicę. (...) Zdawaćby się mogło, że jesteśmy największym rozrzutnikiem między narodami, żyjącym na wiele szerszej stopie, niż anglicy, amerykanie i inne narody zachodnie. (...) Oszczędność jest wielką cnotą – wskazaną zwłaszcza dla nas, jako narodu na dorobku; lecz odmawianie najistotniejszych potrzeb, głodowanie wprost – jest niedorzecznością. Skala potrzeb olbrzymiej większości polaków jest tak skromna – że dalsze oszczędzanie nie będzie ukróceniem zbytków, lecz wprost – głodówką. Nie tędy więc droga do poprawy sytuacji: nie należy z ograniczenia potrzeb robić cnoty narodowej. Tu dochodzimy do jądra sprawy: widocznie pracujemy źle lub za mało – jeżeli nie możemy zaspokoić naszych więcej niż skromnych potrzeb. Czem się to dzieje?” 

Autor wykazuje, że polscy robotnicy są cenieni przez Henry Forda, chwali się ich spryt i pracowitość. Ten sam jednak wychodźca – gdy wróci do kraju – staje się znów niezaradnym i niesprawnym. (...) Jedyna więc droga ku lepszemu jutru – to usprawnienie naszej pracy – uczynienie jej znacznie wydajniejszą – a co zatem idzie w parze – łatwiejszą i popłatniejszą....”  Prof. E.T.Geisler mówi w swoim referacie o powszechnie panującej opinii o potrzebie stosowania „tayloryzmu”. I wyjaśnia, na czym polega to, co obecnie nazywamy „badaniem pracy”. W inaugurującym wykładzie profesor mówi: „nauka Taylora opiera się na niezmiernie prostej zasadzie; niema takiej czynności ludzkiej, któraby nie  mogła być zbadana, zanalizowana w swoich częściach składowych i ulepszona w większym lub mniejszym stopniu.”  W wyniku takiej analizy zalecane jest: rozplanowanie pracy i wykonanie pracy. „zastanawiając się nad wykonaniem każdej dowolnej pracy należy zbadać 1) potrzebne właściwości wykonawcy, 2) właściwości tworzywa i materiałów przerobowych, 3) sposoby wykonania, 4) maszyny lub narzędzia, które służą do tego celu, 5) warunki, w jakich praca się odbywa. Gdy punkty wymienione najlepiej odpowiadać będą potrzebom – praca musi być wykonana najsprawniej. 

Wiele uwagi należy poświęcić właściwemu doborowi wykonawcy pracy. Znalezienie „właściwego człowieka na właściwym miejscu” to już wtedy – na Zachodzie - nie było dziełem przypadku. „Bada się więc dzieci oddawane do szkół, młodzież wstępującą do uczelni wyższych; bada się terminatorów, rzemieślników, bada wreszcie urzędników – wyszukując dla każdego człowieka zajęcie, najbardziej odpowiadające jego uzdolnieniom. Gdy porównamy to z naszym systemem przypadkowości – zrozumiemy, dlaczego na każdym polu spotykamy tylu nieudolnych pracowników, niezadowolonych ze swego losu, ...”.  Dobieraniu odpowiednich materiałów , sposobów pracy i urządzeń do niej służących poświęca się na Zachodzie również baczną uwagę. (...) Ale trzeba wiedzieć – że USA posiadały w roku ubiegłym około 800 laboratorjów, poświęconych przemyslowym badaniom naukowym, nie licząc specjalnych pracowni szkolnych, że wydatek na utrzymanie tych pracowni przewyższył w 1923 r. 40 mln dolarów, z czego trzecią część wydatkował rząd, resztę – społeczeństwo, a przedewszystkiem przemysł i zrzeszenia wszelkiego rodzaju”. 

Osobną sprawą jest badanie warunków najbardziej sprzyjających wykonywaniu pracy. „To też współczesne wytwórnie na zachodzie przypominają nierzadko pałace – czysciutkie, obficie oświetlone, dobrze ogrzane i przewietrzone, położone wśród zieleni, posiadające własne kąpiele, boiska sportowe, czytelnie, kantyny. Przekonano się bowiem dowodnie, że nakład, zrobiony na urządzenia tego rodzaju opłaca się sowicie w postaci znacznie zwiększonej wydajności pracy. Oczywiście, że tak olbrzymi nakład pracy umyslowej nie może pozostać bez wyników. To też wyprzedzają nas na każdym polu bliżsi i dalsi sąsiedzi zachodni. My zaś patrzymy, dziwimy się i, co najwyżej – zazdrościmy”. 

Miejsce na takie myślenie jest nie tylko w wielkich organizacjach przemysłowych. „Na każdym polu działalności ludzkiej – nawet w czynnościach najpospolitszych i najdawniej wykonywanych – znajdzie człowiek myślący możliwość ulepszeń. (...) Na Zachodzie rzeźnik, piekarz i tp. myślą – więc obsługują należycie swych odbiorców, dostarczając produkty w stanie zupełnie prawie gotowym do użytku i sprowadzając je na miejsce: pralnia zabiera i przywozi do domu bieliznę; (...)Myślą tam zarządy dróg żelaznych, tramwajów, autobusów – jak najlepiej obsłużyć podróżujących; myślą poczty i telegraf – w jaki sposób najbardziej uprzystępnić obywatelowi korzystanie z nich; myślą kupcy – myśli każdy w swoim zakresie – jakie udogodnienia,  jakie ulepszenia możnaby wprowadzić, by sprawniej i szybciej pracować Nie ma takiego działu pracy, w którym wykonawcy spoczęli na laurach i nie myśleli o postępie. To też dobrobyt Zachodu zwiększa się >jak na drożdzach<. (...) Nasza produkcja, niestety, prawie nie wzrosła w tym czasie. (...) W każdej dziedzinie, na każdym stanowisku, kontentujemy się tem, co już od dawna zrobione zostało – nie pragniemy postępu, nie życzymy sobie zmiany – bo każda zmiana – to konieczność myślenia – a myśleć nie lubimy nadewszystko.Tu szukać należy głównej przyczyny zła, które nas trapi, tu powód naszej biedy. Jeżeli chcemy ruszyć z martwego punktu – musimy na całej linii, we wszystkich dziedzinach, od czynności najprostszych, aż do złożonych jak administrowanie państwem – zastosować współczesne metody pracy: najprzód wszystko dokładnie  obmyśleć i rozplanować, potem szybko wykonać. (...) Dziś nie wystarczy już sama tylko pracowitość, pracowitość wołu. ...”. 

Czy zmieniło się coś od prawie 100 lat?

Wiesław Czapski

sobota, 02 czerwca 2007

 

Koń to polska miłość. Tak można by sądzić. Jednak prawdziwi miłośnicy tych zwierząt mają na ten temat bardziej sceptyczne zdanie.

Istnieje więc potrzeba przypomnienia ludziom, że koń istnieje. Nawet w pobliskich wioskach przejeżdżająca grupa w siodle, budziła spore zainteresowanie. Dzieci, dorośli i weterani pracy na roli pytali „a skąd ich tyle”?   

Od lat, grupa osób związana ze znanym malarzem i miłośnikiem koni prof. Ludwikiem Maciągiem, próbuje pokazać mieszkańcom Wyszkowa i okolic, że koń jeszcze żyje między ludźmi. Że wprawdzie nie ciągnie już pługa, czasem tylko zaprzęgany jest do wozu, ale są ludzie gotowi wydać niezłe pieniądze by użytkować konia tak, jak to w Polsce przez wieki było. Pod siodło i w zaprzęgu. Ile w kulturze polskiej, w historii „było konia”! To nie może być zapomniane.

Niech te skromne dotychczasowe spotkania, ale pod hasłem „Święto konia” będą początkiem dużych imprez przypominających jego chwałę. 

W sobotę 26 maja z Wyszkowa do Brańszczyka przejechali „kawalerzyści” i nie tylko. Rowerami, łodzią, bryczką, a autor fotografii samochodem. Niewiele tych fotografii, bo autem nie dojedzie tam gdzie koniem. Oby kolejna taka impreza była bardziej okazała! 

Wiesław Czapski